Codziennik

Nowy, nowy, nowy ja…

Rzutem na taśmę udało mi się napisać ten tekst. Jest już prawie 17. w Sylwestra, trwa kuchenna krzątanina, a to oznacza, że nowy rok już stoi na klatce schodowej, gotowy załomotać w drzwi.

Obiecałem sobie, że w tym mijającym roku będę pisać raz w tygodniu. Jak widać po moich wpisach, słowa nie dotrzymałem. Ale po raz kolejny spróbuję się poprawić. Wiele z moich postanowień podzieliło los 100. konkretów rządu Donalda Tuska. Kilka udało się wprowadzić w życie, co, biorąc pod uwagę mój słomiany zapał jest nie lada osiągnięciem.

No i chyba każdy pod koniec roku ma gdzieś wymiętą karteczkę z postanowieniami na nowy, ten lepszy rok. Niektórym pewnie taką listę przygotowała żona. Inni znają swoje wady lepiej niż druga połowa i sami próbują znaleźć kilka punktów nad którymi chcą popracować.

Tak czy siak, życzę wszystkim i sobie przede wszystkim, żeby ten nowy rok 2026 był rokiem kiedy spełnimy chociaż jedną obietnicy z tej smutnej listy, na której strasznie wolno znikają pozycje. Ja będę pisał więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *